Mariusz Szelerewicz 1946-2011


W dniu 10 marca 2011 r. zmarł Mariusz Szelerewicz - grotołaz, grafik, edytor, wydawca wielu książek krajoznawczych i map, redaktor czasopism speleologicznych.

Pasja speleologiczna połączona z talentem plastycznym spowodowała, że Mariusz był niestrudzonym badaczem i kartografem jaskiń, który zrobił plany i opisy bardzo wielu jaskiń przede wszystkim na terenie Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej. Był jednym z założycieli Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego utworzonego w 1966 r., później zaś został wybrany jego członkiem honorowym. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych był animatorem Jaskiniowego Klubu Jurajskiego skupiającego młodych grotołazów krakowskich. Jako współautor wydanej w 1986 r. książki "Jaskinie Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej", jednego z najważniejszych dzieł w polskiej literaturze jaskiniowej, otrzymał po raz pierwszy Medal im. M. Markowicz-Łohinowicz. Po raz drugi został uhonorowany tym Medalem dwadzieścia lat później, w 2008 r, za współautorstwo inwentarzy jaskiniowych Ojcowskiego Parku Narodowego.

Mariusz Szelerewicz pozostawał wierny swej speleologicznej pasji również w działalności edytorskiej. Był redaktorem czasopisma "Eksplorancik" a następnie jego kontynuacji - kwartalnika "Jaskinie". Od wielu lat praktycznie kierował redakcją tego czasopisma i jednocześnie był jego wydawcą oraz redaktorem technicznym. W latach 1994-1997 wydawał i redagował też biuletyn "Jaskinie Wyżyny".

Mimo, iż nie był formalnie członkiem Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika, to Sekcja zawdzięcza mu bardzo wiele. Dzięki bowiem jego inicjatywie oraz pracy edytorskiej od 1995 r. ukazywały się drukiem Materiały Sympozjów Speleologicznych organizowanych przez Sekcję. Mariusz był zresztą uczestnikiem wielu z tych Sympozjów.

Ostatnią wielką inicjatywą eksploratorską, w której uczestniczył Mariusz, była wyprawa na Wyspę Wielkanocną jesienią 2008 r., podczas której przygotowano inwentarz jaskiń tej wyspy. W następnym roku Mariusz był już ciężko chory. Był jednak oczywiście wydawcą inwentarza jaskiń Wyspy Wielkanocnej.

Moje osobiste wspomnienie o Mariuszu jest bardo dobre. Bo Mariusz był człowiekiem prawym, uczynnym i niezmiernie skromnym. Doświadczyłem tej jego dobroci i życzliwości "na własnej skórze" i być może dzięki niej trafiłem na dobre do środowiska speleologów. Po raz pierwszy spotkałem go bowiem latem 1986 r., w kilka miesięcy po mojej pierwszej wizycie w "prawdziwej jaskini" - Chelosiowej Jamie. Mariusz przyjechał wtedy z członkami Jaskiniowego Klubu Jurajskiego by zobaczyć tę jaskinię. Miałem być ich przewodnikiem. Grupa weszła do jaskini trochę wcześniej, więc kiedy przyjechałem do Jaworzni, zastałem Mariusza z "młodymi" we wstępnych partiach jaskini, od dłuższej chwili szukających przejścia do głównego jej ciągu. Z satysfakcją pokazałem im zacisk (wówczas jeszcze był to zacisk) prowadzący do wielkiej Sali Biwakowej a potem "oprowadziłem" po jaskini. W konsekwencji zostałem zaproszony przez Mariusza najpierw do jego domu a potem na zebranie klubu, gdzie prezentowałem slajdy z jaskini. W czasie tych spotkań miałem możliwość opowiedzieć o swojej nowej fascynacji (geologią jaskiń) a Mariusz z Andrzejem Górnym cierpliwie wprowadzali mnie w problematykę speleologiczną. Specyfiką tych spotkań był stosunek Mariusza i Andrzeja do mnie, w sumie nieznanego im wówczas "zapaleńca". Oni chcieli mnie naprawdę wysłuchać, szczerze pomóc a jednocześnie w żadnym momencie nie okazali swej wyższości (a na pewno mogli, bo moja wiedza o jaskiniach była wtedy więcej niż skromna). Ich bezpośredniość, życzliwość, skromność wzbudzały zaufanie i podziw. Nie mogłem mieć lepszych nauczycieli i pamiętam te spotkania do dzisiaj. Myślałem wówczas, że warto być pośród takich ludzi.

Chociaż Mariusz nie skartował żadnej świętokrzyskiej jaskini, ma swój udział w powstaniu inwentarza jaskiń tego regionu. Zanim bowiem przystąpiliśmy do pracy nad inwentarzem, przeprowadził dla przyszłych jego autorów terenowe szkolenie w zakresie kartografii jaskiniowej. Potem, w 2004 r. pomagałem mu w kartowaniu Grot Nagórzyckich.

Nie śmiałem jednak zaliczać się do jego bliskich przyjaciół. W ostatnich latach spotykaliśmy się albo na sympozjach speleologicznych, albo "w interesach". On drukował materiały sympozjalne, które ja redagowałem i wydawał "Jaskinie", do których od czasu do czasu pisywałem teksty. Zawsze jednak były to miłe, sympatyczne spotkania, także te ostatnie, gdy wiedziałem już, że jest ciężko chory. On też zdawał sobie sprawę z choroby, ale nadal "robił swoje" - redagował czasopisma, wydawał książki. I zapamiętam go takim, jaki był podczas tych ostatnich spotkań - delikatnie uśmiechnięty, przejęty tym co robi, ale też otwarty na tego, kto do niego przychodzi. Teraz już jest w największej jaskini świata, której kartowanie zajmie mu całą wieczność ...

Jan Urban